Norman Leto: artysta mulimedialny

Norman Leto to artysta, który wychodzi poza ramy sztywno ustanowionego kanonu tego, co nazywamy sztuką współczesną i tworzy jej własny język. Wchodzi w mariaż z nauką, sięga po multimedia, projektuje własne przestrzenie wystawiennicze.

— Anna Pajęcka

Sama kreacja artysty – Norman Leto – to postać wymyślona na potrzeby projektu w 2006 roku. Wówczas jeszcze Łukasz Banach stworzył film o fikcyjnym młodym, nieżyjącym już artyście o takim właśnie imieniu. Wcielił się w jego rolę i pozostał w niej aż do dzisiaj. Właściwie wiele prac artysty funkcjonuje jako mierzenie się ze sobą przeszłości i przyszłości oraz tożsamości na tych granicach. Z jednej strony w jego pracach jest bardzo dużo egzystencjalnego namysłu nad ludzką kondycją, jak w filmie „Sailor”, a z drugiej – narzędzia, z jakich korzysta artysta, nie są zaczerpnięte bezpośrednio ze świata sztuki wizualnej. Tak samo swobodnie porusza się w technologii i animacji 3D jak w prozie i poezji. Interesuje go człowiek – jego ciało, mechanizmy funkcjonowania, procesy, dzięki którym żyje.

Norman Leto nie istnieje naprawdę – funkcjonuje tylko jego alter ego – a więc jego sztuka też chce wytwarzać przestrzenie, które znajdą się gdzieś i nigdzie. Posługuje się tym, co czerpie z rzeczywistości, ale próbuje tę rzeczywistość zmieniać albo poprawiać, jak w projekcie „Bryły życiorysów”. Tytułowe bryły przedstawiają portrety wybranych osób m.in. Jana Pawła II i Józefa Stalina, wygenerowane za pomocą programu komputerowego, a ostateczne wizerunki oparte są na danych z ankiety – pytania dotyczyły ilości partnerów seksualnych, podróży, nałogów, statusu majątkowego.

Do tej pory największym projektem Normana Leto jest film (i powieść, bo praca stanowi dyptyk) „Sailor”, gdzie artysta kreuje postać socjopaty, programisty, który świat – każdy jego aspekt – postrzega przez pryzmat nauki. Potrzeby stają się prawami biologicznymi, życie to suma reakcji, a miłość to po prostu pragmatyczne poszukiwanie odpowiedniego materiału genetycznego. Obok tej historii zdaje się, że intencją artysty nie jest wykreowanie przerysowanego i karykaturalnego obrazu nauki, ale potraktowanie go bardzo poważnie. Jednocześnie przecież w tym świecie wszystkie emocje można wytłumaczyć za pomocą myślenia scjentystycznego.

Wiele prac Normana Leto opiera się na błędzie. Dostrzeganiu tych pęknięć w rzeczywistości, które – gdyby rzeczywistość była systemem – zakłócałyby jej działanie. I nie chodzi tu jedynie o błędy medium – przez które twórca pozwala sobie na coraz odważniejsze eksperymenty – ale też o pewne niedoskonałości w byciu człowiekiem.

Teraz Norman Leto stworzył drugi pełnometrażowy film „Photon” – dokument, nad którym pracował wiele lat konsultując się z fizykami, biologami, chemikami. I opowie nam co wiemy – jako ludzie – o życiu i ewolucji.